Ksiega

O mnie

Fav

Szablon

2007
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
2008
1
2
4
6
8
9
10
11
12





2009
1
5
6
Fizyka
czwartek, 4 czerwca 2009 14:28:14

Jak ktoś mnie napadnie w ciemnej uliczce wiem kto to będzie.
Tak to jest jak się komuś pomaga... Dasz palec weźmie całą rękę i ledwo podziękuje, ale i tak ma ci coś do zarzucenia.
Wczoraj pisaliśmy ostatni już spr. z fizyki. Był łatwy, a nawet bardzo łatwy! Skończyłam go po około 5 min. M usiadła obok mnie, właśnie po to, żebym jej pomogła, bo wiedziała, że szybko skończę. Pomagałam jej, mając gdzieś to, że nauczycielka zwracała mi uwagę, iż od niej ściągam (co nawiasem mówiąc było po prostu komiczne... ja od niej!). M nie umiała nic, żadnych wzorów, kompletnie nic! Niech ona w końcu się czegoś nauczy! Nawet pomaganie jej jest trudne, bo jest na tyle tempa, że nie rozumie podstawiania do wzorów! Przecież niedługo matura, a ona jest zagrożona z tylu przedmiotów!

Dzisiaj otrzymaliśmy oceny z tych spr. M dostała 5, D (która ledwo dodaje) 4+, a ja 3! Tylko, że je wiedziałam, iż zrobiłam wszystko dobrze! Wiec poszłam do nauczycielki, trochę się posprzeczałyśmy, ale w końcu dotarło do niej, że miałam rację. Poprawiła mi ocenę na 5 i się cieszyłam, K też dostała 5 i jeszcze dwóm innym osobom to też podwyższyło... Ale okazało się, że większość osób z mojej grupy miała to zadanie zaliczone na początku, czyli spadli o dwie oceny w dół. Czułam się głupio, ale jakby to nie wystarczyło, M prawie nakrzyczała na mnie, że po co ja tam szłam, że tylko pogorszyłam oceny innych!
Przecież ja nie szłam tam po to, żeby im obniżyć oceny! Sama napisałam spr. na 100% i dostałam 3, a potrzebowałam tej 5! Wiec chyba oczywiste, że nie zgodziłam się z takim czymś. W końcu na koniec mam 4, a miałabym 3... Ale ona ma to w dupie, wszystko jest moją winą!

komentarze [2]

Marzenia
wtorek, 2 czerwca 2009 17:35:26

I znowu wracam do "Alchemika" Paulo Coelho. Bardzo pragniemy spełnienia naszych marzeń. Jest to coś do czego dążymy, staramy się je spełnić za wszelką cenę. Lecz, kiedy już staniemy przed tym marzeniem, kiedy wiemy, że jest w zasięgu ręki, boimy się po nie sięgnąć, nie jesteśmy pewni, czy nadal tak bardzo chcemy. Zaczynamy się bać. Marzenia dodają nam siły kiedy są, a spełnione... to zupełnie coś innego. I właśnie to przeżywam...
komentarze [0]

Za daleko
piątek, 22 maja 2009 17:23:11

"...Są też osoby bardzo jak należy. Spotykając się z nimi, pytamy: Wszystko w porządku? One odpowiadają: W porządku. Nie mogą powiedzieć nic więcej, ponieważ są więźniami samych siebie i społecznego jarzma. Nie mogą wypowiedzieć cierpienia, które je dusi i łamie. A my przechodzimy, nie zauważamy ich spojrzeń - świateł alarmowych, nie słyszymy ciszy ich krzyku, nie dostrzegamy nawet, że na barometrze ich serca wskazówka zatrzymała się na kreseczce burza."

Oto cytat, który umieściła na swoim photoblogu D, zgadzam się z nim. On dotyczy mnie. Zawsze odp., że wszystko ok, albo krótko powiem, że jestem zmęczona, źle się czuję, ale tak naprawdę mogłabym mówić godzinę, chciałabym się wyżalić, wypłakać, pośmiać razem z kimś, ale nie potrafię. To zabrnęło za daleko, boję się odtrącenia, zamknęłam się w sobie. Wewnętrznie płaczę, a zewnętrznie śmieję się...

komentarze [2]

Dążymy do śmierci!
piątek, 22 maja 2009 17:10:07

Jestem beznadziejna. mam schudnąć, a co robię?! Obżeram się!
Nie potrafię normalnie z nikim pogadać (oprócz A), nie mam wspólnych tematów z moimi koleżankami z klasy, a one mnie chyba nie lubią... Nie wiem dlaczego się z nimi zadaję...
Nie wiem co zrobić. Chcę wyjechać, ale jeszcze o tym nie powiem... Co ze studiami?! Chce studiować w USA, ale o tym też teraz nie powiem (rodzicom). Nie wiem co studiować... Poszłabym na ASP, ale co po tym?! Zresztą i tak się nie dostanę, bo chociaż kocham rysować, malować itp., tam trzeba zdawać historię sztuki, co dla mnie równa się śmierć! Bo ja humanistką zdecydowanie nie jestem!

Ostatnio dotarło do mnie, że wszyscy dążymy do śmierci. Uczymy się, znajdujemy pracę, czasami korzystamy z życia a czasami nie. Ale do czego do dąży? Do tego, że wszyscy umrzemy! Po co nam dobra materialne, wiedza i wszystko inne? Przecież nie zabierzemy tego ze sobą, odpłyniemy w czarną odchłań bez dna. Czy będziemy mieć nowe życie? Nie wiem tego, nikt tego nie wie.
Zatem dlaczego mamy przeżyć nasze życie tak jak ktoś nam karze, według ustalonych zasad, reguł, schematu?! Dlaczego nie możemy się wyłamać, rzucić szkoły, pracy, zakochać się i szaleć, robić wszystko co chcemy, a umierając powiedzieć "miałam wszystko, spełniłam swoje marzenia, przeżyłam swoje życie po mojemu, zasmakowałam go całego i niczego nie żałuję, nikt tyle nie doświadczył, jestem szczęśliwa!"?

komentarze [0]

Jeb
niedziela, 17 maja 2009 19:13:07

Jestem śpiąca, zmęczona, nie kontaktuje już, a to tylko dlatego, że byłam na wycieczce. Mało spałam, dosłownie kilka godzin (przez dwie pierwsze noce łącznie 3,5 godz., a poprzedniej nocy w domu 4 godz.). Żyłam kawą, alkoholem i tytoniem, do dzisiaj nie wytrzeźwiałam, chociaż od piątku jestem w domu.
Trzeba żyć dalej. Teraz będzie trudno w szkole, w życiu prywatnym, w radzeniu sobie ze sobą.
Na wycieczce więcej rozmawiałam ze sobą samą wewnętrznie niż z innymi... Jak zawsze... Jak już coś powiedziałam to nikt mnie nie słuchał, więc po co się wysilać?! W dniu powrotu przez ten wewnętrzny dialog myślałam, że zwariuję, bo nie potrafiłam myśleć. Chciałam, żeby mi dali jakieś tabletki, żebym przestałam to robić!!!
Dzisiaj sama zrobiłam prezentacje za cała grupę… Miła jestem jak zawsze, nie było się kiedy spotkać i chyba tylko mnie to obchodziło.

komentarze [0]

Żałować że się coś zrobiło, czy żałować że się czegoś nie zrobiło?
niedziela, 17 maja 2009 19:04:47

Oto moja stara wypowiedź, z którą nadal się zgadzam.

Żałować, że się coś zrobiło, a nie mieć żalu do siebie, że się nie spróbowało, że bało się zaryzykować! Lepiej podjąć ryzyko, najwyżej się nie uda, będzie przykro, ale nie pozostanie wtedy pustka, że można było lecz się obawiało, iż coś zostało z tyłu, jakaś szansa i już nie ma odwrotu, okazja się już nie powtórzy.
Bez ryzyka nie ma zabawy, jeśli nie zagraża ono twojemu życiu w sposób oczywisty, to dlaczego nie spróbować?!
Oczywiście można przeżyć swoje najlepsze lata, albo całe życie, bojąc się zrobić wszystko, co może być odrobinę ciekawsze, nie podejmując decyzji, które mogłyby wiele zmienić, ale można też zaryzykować i przekonać się, co by się stało i pogodzić się z tym, niezależnie, czy zmieniło coś na lepsze czy nie. Przecież zawsze można podjąć kolejną decyzję i znowu coś zmienić!

komentarze [1]

Jestem
niedziela, 10 maja 2009 11:41:15

Chyba żyję, chociaż czasami wydaje mi się, że umieram...
komentarze [1]

I
poniedziałek, 26 stycznia 2009 18:22:42

"Scared people get passed over, not hired or promoted."

I am beaten!

komentarze [0]

Ehm...
piątek, 23 stycznia 2009 19:49:13

D i K coś razem... Nie można tego nazwać, że ze sobą chodzą, po prostu "robią sobie dobrze". Ona mówi mi, że się w nim nie zakocha, a jeśli on w niej? Podobno K "lubi dziewczyny", w każdym tych słów znaczeniu. Tylko, że K mi się podoba, a za każde słowo D o nim (o nich) mam ochotę ją zabić.
T (Rz) nadal mi się podoba, ale ja mu nie... Zresztą jak wszystkim tym fajnym! Jestem skończoną idiotką! A D mnie z każdym dniem coraz bardziej olewa, ma nowe koleżanki: M, I, Ż...
Pierdolić wszystko, tylko się zajebać!

komentarze [0]

Życie
czwartek, 15 stycznia 2009 18:53:07

T i D pokłócili się, bo niby ona się zmieniła. T1, który się we mnie zakochał wkurza mnie! Uważa mnie za kujona, a ja nienawidzę tego określenia! Co z tego, że w pierwszej klasie liceum, w którym jest dobry poziom mam średnią 4,5?! Co z tego, że głupi ma szczęście? Dla mojej mamy moja średnia jest zbyt niska, a ja nie będę dla niej nigdy dostatecznie dobra!
Ok, może powinnam się więcej uczyć a nie te 5 min. dziennie na zrobienie lekcji, ale tylko dlatego, że czasem mam lepsze oceny inni uważają, że całe dnie i noce się uczę!
Tylko, że to nie jest prawda i strasznie rani mnie takie określenie. A, że ktoś, kto się we mnie zakochał, nie może mi uwierzyć, to tym bardziej mam go w dupie.
Ja też się zmieniłam... Gdyby chociaż jedna osoba czytała tego bloga, pewnie doszłaby do wniosku, że z jednej strony wydoroślałam, ale również zaczęłam się cofać.

Kiedy byłam mała wszyscy mówili mi, że mam mieszać też po bokach (w garnku np.: budyń) nie tylko na środku. Ale ja nigdy nie mieszałam na środku, bo wydawało się to takie dziecinne! A obecnie... mieszam na środku, a zapominam o bokach, co często zdarza się dzieciom...

Nie ma już tej silnej A, która zawsze walczy o swoje przekonania i wygrywa za wszelką cenę, teraz jestem uległa, przestało mi zależeć, nie mam siły ani cierpliwości walczyć, starać się... Stoję z boku wszystkiego, przyglądam się, jestem niczym martwa kłoda, bez uczyć. Jestem grzeczna, cicha, nieśmiała. Nie wiem czy jeszcze ktoś oprócz mnie zdaje sobie sprawę z tego, jakie to jest bolesne! A ja nie potrafię się odważyć, zresztą do czego to mi teraz potrzebne?! Stanęłam w pewnym miejscu w przeszłości, nie mam o czym z kimś rozmawiać, mogę się tylko biernie przyglądać, uśmiechać sztucznie, a pod powiekami mieć łzy i mówić sobie: "To nie mój świat, co ja tutaj robię?!". Do niczego się już nie nadaję, uczucia mam tylko w stosunku do samej siebie, tylko nad sobą potrafię się rozpłakać, dla innych jestem nieczuła, zła, nieprzyjazna, drętwa. Tylko, że to życie i doświadczenia nauczyły mnie, żeby taką być. Staram się na nowo nauczyć być dawną sobą, ale to nie jest ani trochę łatwe. To jest bolesne i trudne, wręcz niemożliwe...

komentarze [0]

Powiedziałam
niedziela, 11 stycznia 2009 19:13:02

I stało się, to co wiedziałam, że się stanie! Powiedziałam mamie, niby lekko, trochę żartobliwie. Ona nie wiedziała co mi odpowiedzieć, pewnie myślała, że żartuję, to moje kolejne głupie marzenie. Jak usłyszała cenę było gorzej. Później powiedziała, że z nią mogę tak rozmawiać, ale gdyby tata to usłyszał... Oczywiście zaczęła mi wypominać, ze przez rok by mnie nie było, że na rok by mnie straciła i takie bzdury...
Sama wybrała, nie puści mnie dobrowolnie, więc kiedy będę dorosła, sama od niej ucieknę, sama wyjadę, nie wiem czy się chociaż pożegnam. To jej wybór! I tyle będzie mnie widziała! Nie wrócę do niej, nie wrócę do O…

komentarze [0]

Wymiana do USA
sobota, 10 stycznia 2009 15:10:42

Moje obecne marzenie? Wyjechać na wymianę do USA. Język, w miarę umiem, do czasu wyjazdy nauczyłabym się go lepiej. Pieniądze, duży problem. Taki wyjazd kosztuje ok. 5000$, czyli ok. 15000zł. Nie mam tyle, ale wiem, że gdyby mojej mamie naprawdę zależało na moim szczęściu i rozwoju, wzięłaby pożyczkę, pożyczyłaby od rodziny itp. Niestety obawiam się, że jeśli jej o tym powiem wyśmieje mnie, nie zgodzi się, powie, że nie dam rady i nigdzie mnie nie puści. Ona cały czas traktuje mnie jak małe dziecko. Nie potrafi przeżyć dnia beze mnie, a co dopiero całego roku, ponieważ na wymienię chciałabym pojechać na rok, a nie na jeden semestr. Wiem, że robi to z miłości do mnie, lecz kiedy się kogoś kocha należy dać u wolność, ona jest ode mnie uzależniona, za bardzo się o mnie boi. Obawiam się, że gdyby się nie zgodziła, ja rozpłakałabym się. Za bardzo mi na tym zależy, żeby nagle usłyszeć stanowczą odmowę. Nie będę żyła wiecznie, nie będę mogła wyjechać później, niedługo będzie za późno, decyzje należy podjąć TERAZ!
Zawsze chciałam się przekonać jak to jest chodzić do szkoły w Stanach, ale wydaje mi się, że nigdy nie będzie mi to dane.
Jeśli istnieje życie, kolejne, nowe życie po śmierci jako ktoś inny, może wtedy. Tylko, że wtedy będę już kimś innym, nie będę znała moich obecnych, wtedy dawnych pragnień, nie dowiem się niczego nowego, nie poznam świata, bo być może nie będę znała tej części świata, w której mieszkam.
Nie wiem co robić? Poddać się?! Ja się nigdy nie podaje, a przynajmniej się nie poddawałam, kiedyś byłam silna, chciałam walczyć. Teraz wszystko odpuszczam, tylko, żeby się nie kłócić, żeby mieć spokój, tylko, że to boli. Później mam wyrzuty sumienia, przecież mogło być inaczej...

komentarze [0]

T i T2 + wycieczka
poniedziałek, 1 grudnia 2008 20:43:14

W środę wyjeżdżam na wycieczkę. D nie jedzie, a M miło przypomniała mi, że będę sama. Zamiast powiedzieć: „Nie martw się nie zostawimy cię samej”, musiała mi uświadomić, że jak zawsze będę sama! A niby jesteśmy dobrymi koleżankami!
Byłam z T... gdzieś, ale to nie ten T, w którym się zakochałam więc nie wiem co robić. Pozwolić mu być szczęśliwym, czy walczyć o swoje szczęście? T jest dobrym kumplem, ale nic mnie do niego nie ciągnie... Może jestem homo? Nie... Raczej nie! Przecież nie mogłabym się wtedy zakochać w T2.

komentarze [0]

Samotna
niedziela, 30 listopada 2008 00:10:18

Jestem tłusta i głupia. Przechodzę na dietę, a pod koniec tygodnia ważę więcej niż na początku... Umieram...
Zakochałam się w T.R., a T.W. zakochał się we mnie. Nie wiem co robić... Pogubiłam się...
Nie umiem wyrazić mojego zdania, jestem, a mnie nie ma...
Inni wychodzą, a ja zostaję. Sama. Wszyscy wciąż mnie zawodzą. Nie powinnam na nich liczyć, ale wtedy zostaje sama, chcę mieć nadzieję...

komentarze [0]

Taktowność i obraza
czwartek, 6 listopada 2008 17:40:33

Musze się gdzieś wyżyć! A obraziła się na mnie, bo wolę iść własną drogą. Byłyśmy umówione na piątek na 50%, chociaż z takiego umawiana nigdy nic i tak nie wychodzi. Ona ma o 17 ślubowanie i chciała, żebym jak piesek czekała na nią pod szkoła, aż się skończy, tylko, że mi o wiele bardziej zależy na pójściu na warsztaty z chemii, niż na przespacerowaniu z nią w mrozie kilku km i odprowadzeniu jej do domu. Poza tym jej zła, bo chcę iść później na basen (gdzie mnie nie było od kilku miesięcy!) z koleżankami z klasy. Gdyby nie to, że obraziłaby się gdybym jej zaproponowała pójście z nami (nie umie pływać i nie chce się nauczyć), na pewno zabrałabym ją ze sobą. Jest również zła, że ją olewam, bo nie przysmalam jej odp. na pytanie z kartkówki z historii, chociaż sama miałam wtedy fizykę, a odp. nie znałam. Jestem wszystkiemu winna według niej! To, że jej nie zależy na niczym, a mi zależy aż za bardzo, nie świadczy o niej dobrze! Ona odnajdzie się u każdej sytuacji, nie ma problemu z głośnym wypowiadaniem swojego zdania i poznawaniem nowych ludzi! W odróżnieniu do mnie…

Obraził się na mnie również mój dziadek. Wyłącznie dlatego, iż powtórzyłam mu to, co chwilę wcześniej powiedziała mu mama przez telefon. Było to mianowicie to, że nigdy nie można zjeść spokojnie obiadu, ponieważ zawsze wraz z babcia o tej godz. kiedy zabieramy się za jedzenie, oni przyjeżdżają, a obiad stygnie! Mam tego dosyć wiec zamiast skakać z radości, że znowu ktoś mi przeszkadza, po prostu zapytałam się, czy nie mogą przyjechać kiedyś o innej godzinie! Oni siedzą w domu cały dzień, nudzi im się, więc chyba sprawia im przyjemność wpieprzanie się do innych i wkurwianie ich! Dziadek się wkurzył i wyszedł. Mama się wkurzyła i powiedziała, że nie taktowne jej mówienie ludziom, tego co ona mi mówi na ich temat (nie ważne, że chwilę temu sama powiedziała im to samo, ale na nią nikt się nie obraził). Poinformowałam ją wtedy, żeby mnie nie pouczała, bo postępuje tak samo! Przecież sama niedawno u cioci i wujka, którzy mają małą córeczkę, że nienawidzę dzieci i przyszłam do nich wyłącznie po to, aby zobaczyć ich nowe mieszkanie! Kto tu kogo poucza o taktowności! No halo!!! To ona potrzebuje więcej wyczucia niż ja!
Ja pierdolę!

komentarze [0]







solampangesecrets-of-lilys-heartmy-stooryanorexiaenigma89lavare-manusdangerous---gamethe-horizonkocham-cie-grangerAdolescencja
2007
luty (1)
marzec (4)
kwiecień (3)
maj (4)
czerwiec (1)
wrzesień (3)
grudzień (3)

2008
styczeń (1)
luty (1)
kwiecień (1)
czerwiec (3)
sierpien (6)
wrzesień (5)
październik (2)
listopad (4)
grudzień (1)

2009
styczeń (5)
maj (5)
czerwiec (2)